Afera SKOK Wołomin. Syndyk żąda pieniędzy od klientów kasy, ale w jego sprawie śledztwo prowadzi prokuratura


Fot. STANISLAW KOWALCZUK

Syndyk masy upadłościowej SKOK Wołomin Lechosław Kochański żąda od byłych klientów kasy wzięcia odpowiedzialności za jej stratę za 2014 rok wynoszącą 2,26 mld zł. Wysyła klientom wezwania do zapłaty. Pojawia się pytanie, czy zainspirowała go do tego nieświadomie Komisja Nadzoru Finansowego. Tymczasem Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga cały czas prowadzi śledztwo w sprawie działań syndyka i sędziego-komisarza.

Kopię wysłanego przez syndyk pisma przesłał redakcji WP money jeden z klientów, a zarazem członek upadłej kasy. Lechosław Kochański pod groźbą procesu sądowego wzywa w nim do dopłaty w ciągu 7 dni na rzecz masy upadłościowej równowartości wpłaconych przez niego udziałów w SKOK Wołomin.

"Decyzją nr 1/10/2016 z dnia 28 października 2016 r. syndyk, w związku z odnotowaną stratą bilansową SKOK Wołomin za rok 2014, w wysokości 2 264 215 497,98 zł, stwierdził, że każdy członek tej kasy ponosi odpowiedzialność w ustawowej, podwójnej wysokości wpłaconych uprzednio i posiadanych udziałów" – czytamy w piśmie syndyka.

34 mln zł i 7 tysięcy wezwań do zapłaty

Lechosław Kochański przesłał tvn24bis.pl obszerne pismo. Wyjaśnia w nim, że dotychczas wezwania do zapłaty zostały wysłane do około 7 tys. członków SKOK Wołomin. Podkreśla, że obowiązkiem syndyka jest "likwidacja wierzytelności upadłego przez ich ściągnięcie, którą to czynność zobowiązany jest przeprowadzić przed upływem terminu przedawnienia wierzytelności".

Syndyk pisze, że każdy członek SKOK Wołomin złożył w deklaracji członkowskiej oświadczenie, że będzie ściśle przestrzegać przepisów obowiązującego statutu i regulaminów. Powołuje się też na ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, która stanowi, że "odpowiedzialność członków kas za straty powstałe w kasie, może zostać podwyższona w statucie kasy do podwójnej wysokości wpłaconych udziałów".

Czy przytoczony przepis daje jednak prawo syndykowi do żądania pokrycia strat kasy, nawet jeśli znajduje się ona w upadłości? Jak wyjaśnia Kochański, "ogłoszenie upadłości kasy nie powoduje wygaśnięcia stosunku członkostwa w kasie ani utraty bytu prawnego przez kasę", dlatego jej członkowie w dalszym ciągu są zobowiązani wykonywać obowiązki przewidziane w przepisach powszechnie obowiązującego prawa oraz w statucie SKOK-u.

Klient SKOK-u to udziałowiec SKOK-u

Kluczową kwestią w całej sytuacji jest natura SKOK-ów. Zupełnie inaczej niż w przypadku banku, każdy, kto chce zostać klientem takiej kasy, musi najpierw zostać jej udziałowcem, wpłacając udziały członkowskie. W przypadku SKOK Wołomin minimalny udział wynosił zaledwie 30 zł, ale klienci często wpłacali znacznie więcej. Dlaczego? Kasa stosowała zachęty, polegające na tym, że im większy udział, tym lepsza oferta dla członka kasy, np. niższe oprocentowanie pożyczki.

Wartość wpłaconych przez klientów SKOK Wołomin udziałów wynosiła w październiku 2016 r. nieco ponad 34 mln zł. Suma ta – wraz z funduszem zasobowym w wysokości 171 mln zł i kolejnymi wpłatami udziałów – już w marcu 2015 roku została zaliczona na pokrycie straty bilansowej kasy za 2014 r., wynoszącej 2,47 mld zł. Do pokrycia pozostało jednak wciąż 2,26 mld zł.

Z tego powodu syndyk postanowił sięgnąć po przepisy mówiące o odpowiedzialności członków SKOK-u i żąda od nich, by w praktyce wpłacili swoje udziały jeszcze raz. "Powyższe działania syndyk obowiązany jest podejmować celem jak największego zaspokojenia roszczeń wszystkich wierzycieli upadłego i dla ich dobra" – kończy swoje pismo Kochański.

KNF odsyła do syndyka

WP money zwrócił się do Komisji Nadzoru Finansowego z pytaniem, czy interesuje się tymi działaniami syndyka. Z odpowiedzi KNF wynika, że wraz z upadłością SKOK-u Wołomin w lutym 2015 r., rola Komisji w postępowaniu upadłościowym praktycznie skończyła się. "Zgodnie z obowiązującymi na dzień ogłoszenia upadłości SKOK Wołomin przepisami ustawy prawo upadłościowe i naprawcze, z dniem ogłoszenia upadłości, organy zarządzające i nadzorcze kasy ulegają rozwiązaniu i wygasł także zarząd komisaryczny" – pisze rzecznik KNF Jacek Barszczewski.

"Należy stwierdzić, że wszelkie pytania i wątpliwości względem obecnej działalności SKOK Wołomin w upadłości powinny być kierowane do syndyka masy upadłości, bądź do sędziego komisarza, który nadzoruje pracę syndyka" – dodaje rzecznik KNF.

KNF jednocześnie nie pozostawia wątpliwości członkom kasy, czy syndyk ma prawo wzywać ich do dopłaty posiadanych udziałów. "Decyzja o podniesieniu zakresu odpowiedzialności członków spółdzielni za straty powstałe w kasie należy do udziałowców spółdzielni. Za zgodą KNF, wynikająca z tego tytułu dodatkowa kwota odpowiedzialności członków może być zaliczona do funduszy własnych kas SKOK. Przyjęcie wspomnianego rozwiązania w statucie jest dla członków spółdzielni wiążące" – czytamy.

Czy KNF nieświadomie podrzucił syndykowi pomysł?

Zastanawiające w całej sytuacji jest jednak to, czy KNF zainspirował syndyka do sięgnięcia po wspomniane przepisy o odpowiedzialności członków SKOK-u za jej straty.

KNF 19 sierpnia 2016 r. przesłał bowiem do syndyków 5 upadłych SKOK-ów pismo, w którym prosił o przekazanie informacji dotyczących roszczeń, z jakimi syndycy mogą wystąpić wobec jednego z podmiotów nadzorowanych przez KNF. Jedno z pytań dotyczyło "zamiarów syndyków odnośnie roszczeń masy upadłości z tytułu podwójnej odpowiedzialności członków spółdzielni za straty powstałe w kasie".

5 września Lechosław Kochański odpowiedział KNF-owi, że "kwestia wystąpienia do członków SKOK z wezwaniami do zapłaty jest przez niego rozważana, niemniej ostateczna decyzja zostanie podjęta po dokonaniu szczegółowej analizy prawno-ekonomicznej zasadności wystąpienia z takimi żądaniami". Decyzja o wystąpieniu z roszczeniami do członków SKOK Wołomin zapadła 28 października.

Śledztwo w sprawie działań syndyka i komisarza wciąż w toku

Inny problem polega na tym, że już w lutym 2016 r. śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez syndyka i sędziego-komisarza w postępowaniu upadłościowym SKOK Wołomin wszczęła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Śledczy wzięli pod lupę dwie sprawy: zaniechanie podjęcia przez syndyk prób sprzedaży upadłej kasy w całości – ze szkodą dla prywatnych wierzycieli, a także wydanie z depozytu sądowego przez sędziego-komisarza syndykowi kwot objętych przez syndyka.

Prokuratura sprawdza, czy nie doszło do przestępstwa z art. 231 §1: "Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Jak nam się udało ustalić w prokuraturze, śledztwo nadal jest w toku i wciąż jest prowadzone "w sprawie", a nie przeciw konkretnym osobom, co oznacza, że ani syndyk, ani sędzia-komisarz nie mają statusu podejrzanych.

W lipcu Prokuratura Krajowa poinformowała, że postępowania w sprawie przestępstw związanych z działalnością SKOK Wołomin zajmą się dwa specjalne zespoły prokuratorów: w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga oraz w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Inne śledztwa dotyczące wyłudzeń ze SKOK-u Wołomin prowadzą też inne prokuratury w kraju.

Grupa przestępcza w ciągu kilku lat ze SKOK Wołomin "na słupy" wyłudziła pożyczki na kwotę szacowaną przez prokuraturę na ok. 800 mln zł. Zdeponowanych w kasie pieniędzy nie straciła jednak zdecydowana większość klientów SKOK Wołomin. Wypłatę środków do równowartości 100 tys. euro wziął na siebie Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który przeznaczył na ten cel 2,25 mld zł.

Syndyk Lechosław Kochański nie odpowiedział dotąd na nasze próby kontaktu w związku z przygotowywaniem tego artykułu.

Money.pl

Co ty na to?
Heheszek Heheszek
0
Heheszek
O Mateńko O Mateńko
0
O Mateńko
Hejtuś Hejtuś
0
Hejtuś
Rekin Rekin
0
Rekin
Świntuch Świntuch
0
Świntuch
Czaruś Czaruś
0
Czaruś

log in

reset password

Back to
log in